sobota, 1 października 2011

Zakiet z kołnierzem szalowym.




Marzył mi się beżowy żakiet, ale taki ,,na sportowo".
Ten, który uszyłam jeszcze w wakacje
raczej tych marzeń nie spełnił.
Pewnie to wina fasonu, bo mam wrażenie, 
że wyszedł taki bardziej ,,elegancki"
Ale i tak się przyda.
Materiał z domieszką lycry, 10 zł za metr bieżący, ja kupiłam 1.5 czyli łatwo policzyć, ile mnie kosztował.
Do tego 3 guziki po 1 zł za sztukę 
- na razie o prawda jest tylko jeden, ale to dlatego, że maszyna zaczęła mi pętelkować, więc zrobiłam tylko jedną dziurkę i to jeszcze ręcznie.
Wykroiłam przód i tył żakietu za pomocą gotowych form na bluzkę, które miałam wcześniej przygotowane 
- pokazywałam je na blogu w marcu.
Przedłużyłam jedynie od pasa o jakieś 10 cm 
+ kolejne 5 na podwinięcie.
Ponadto na środku tyłu zrobiłam szew.
Klasyczny żakiet powinien mieć cięcia francuskie.
Ja poszłam na łatwiznę
i zrobiłam z przodu i z tyłu zaszewki. 
Zrobiłam także zaszewki pod biustem.
Rękawy długości 3/4.
Myślę, że ramiona w żakiecie są u mnie za szerokie i przez to rękawy nie wyglądają tak, jak bym chciała. 
Mam wrażenie, że wyglądam w nim jak okrągła kluseczka
- i tak się zresztą czuję...
Trzeba będzie to poprawić.
W pasie wszyłam ozdobną taśmę bawełnianą.
Nie wszywałam podszewki.
W następnym poście pokażę, jak uszyć kołnierz do tego żakietu i jak zrobić odszycie, co jest najbardziej pracochłonne.




poniedziałek, 26 września 2011

Misja: papavero

Kilka tygodni temu Susanna z ekrawiectwa 
przypomniała o pewnej polskiej  stronie w internecie 
z darmowymi  wykrojami do ściągnięcia.
Jakiś rok temu natrafiłam na nią, ale wtedy nie zachwyciła mnie specjalnie. Tymczasem teraz jest kopalnią darmowych i gotowych do pobrania wykrojów, stworzonych specjalnie z myślą o Polkach i na Polek figurę pasujących. 
 Zaznaczam to specjalnie dlatego, iż najbardziej popularne u nas wykroje pochodzą z Burdy, czyli czasopisma stricte niemieckiego. Te osoby, które choć raz szyły np. żakiet wykrojony na podstawie Burdy - tak jak mi się to zdarzyło - wiedzą, że wymaga on wielu przeróbek po to, aby leżał w miarę przyzwoicie na sylwetce. 
Zazwyczaj jest po prostu za duży.
Tymczasem po cichutku i bez specjalnego rozgłosu 
powstała polska strona z wykrojami
czyli jak sami o sobie piszą 
- najlepsza wzorcownia w galaktyce.
I chyba nie przesadzają.
Skąd mój zachwyt?
Otóż aby posiadać gotowy wykrój, nie trzeba wiele.
Podstawa to rejestracja.
Potem wystarczy się dokładnie obmierzyć po to, 
aby wiedzieć, jaki mamy rozmiar ( u mnie się okazało, że mam inny, niż myślałam, że mam !).
Teraz wybieramy sobie co chcemy uszyć i drukujemy na zwykłej domowej drukarce. 
Potem trzeba to wszystko wyciąć i posklejać.
I tutaj jest trochę - mówiąc kolokwialnie - roboty.
Dlatego na początek polecam jakiś mniej skomplikowany wykrój, a w każdym razie składający się z mniejszej liczby kartek. Kartki trzeba poukładać w takich kolumnach, 
jak jest to pokazane. Na każdej trzeba wyrysować linijką marginesy - łatwiej wtedy je dopasować do kolejnych, potem powycinać i posklejać. Trochę to trwa. 
Myślę, że marginesy mogłyby być wyrysowane przez papavero, ułatwiłoby to nam potem składanie wykroju w całość, a na pewno przyspieszyło.
W każdym razie gotowy plik do wydrukowania zawiera nie tylko główny wykrój, ale także odszycia, 
a nawet wykroje dla podszewki.
Poza tym każdy wykrój ma już dodane centymetrowe zapasy na szwy, oraz punkty styczne - tutaj zwane nacinkami - 
które ułatwiają potem zszywanie części w całość. 
Oprócz wykrojów można też poznać wiele tajemnic krawieckich. 
Ja np. po raz pierwszy - dzięki papavero właśnie - uszyłam sukienkę nie fastrygując jej zupełnie, a tylko spinając szpilkami i potem szyjąc po nich maszyną. Można zaoszczędzić naprawdę wiele czasu... i nerw też.
 Z bijącym z niepokoju sercem przymierzyłam ją obawiając się, że nie będzie dobrze na mnie leżeć. 
Nie jestem przecież wymiarową osobą. 
Mam 180 cm wzrostu, a wykroje są na typowe kobiece sylwetki, czyli na 168cm.
Okazało się, że leży praktycznie idealnie. Musiałam jedynie troszkę wszyć na wysokości biustu.
Dosyć już pisania, zobaczcie zresztą sami, co uszyłam.
Oczywiście - jak to ja - troszkę zmodyfikowałam wersję podstawową, ale myślę, ze wyszło to jej na dobre. 
A Wy, jak myślicie?







poniedziałek, 19 września 2011

Bluzeczka na pożegnanie lata




Po lipcowych zakupach w sklepie z tkaninami 
został mi jeszcze kawałek 
- dosłownie kawałek, bo tylko 40cm długości - 
białego, haftowanego płótna.
Kupiłam go z zamiarem uszycia 
małej bluzeczki na ramiączkach. 
Takiej do wszystkiego: do spodni dżinsowych, 
do spódniczki, pod sweterek, żakiet. 
I tak też się stało, 
choć dopiero pod koniec lata udało mi się zrealizować plany. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.
Przecież jesień i zima kiedyś się skończą...

Bluzeczka jest dopasowana zaszewkami, 
zapinana z przodu na guziczki. 
Do obszycia góry użyłam ozdobnej, wąskiej gumy. 
Z tej samej gumy zrobiłam też ramiączka.




15 września minęło 6 miesięcy od czasu założenia tego bloga.
Nie spodziewałam się, 
że w tak krótkim czasie tyle osób go odwiedzi, 
tyle miłych komentarzy zostawi, 
a przecież nie jestem krawcową z wykształcenia. 
Zdaję sobie sprawę z tego, 
że nie jestem profesjonalistką i nie do końca wszystko pokazuję tak, jak powinno wyglądać.
Ale ja po prostu lubię szyć!


Aha, jeszcze jedno.
Mimo, że mój blog jest typowo ,,szyciowy",
to sama często przeglądam takie typowo szafiarskie.
Jak do tej pory wszystkie z nich, które mnie zaciekawiły, 
były prowadzone przez kobiety.
Jak do tej pory.
Bo oto kilka dni temu trafiłam - zupełnie przypadkiem - 
na takiego prowadzonego przez mężczyznę, 
a dokładnie przez Feszyn Men'a i wiem, 
że moje życie od tej pory nie będzie już takie samo... 
Polecam z czystym sumieniem

Warsaw fashion


wtorek, 30 sierpnia 2011

Spódniczka bombka

Dzisiaj obiecany wcześniej post 
dotyczący spódniczki bombki, której zdjęcia mogliście 
już wcześniej oglądać.
Nie będę się za bardzo rozpisywać. 
Jak wygląda moja ,,bombka", każdy widzi.
Materiał to bawełna z dodatkiem streczu - mój ulubiony gatunek tkaniny - dlatego spódniczka jest wygodna. 
Pas na dole nie krępuje więc ruchów. Dodatkowo ma kieszenie wpuszczane.
Wszyty zamek w tylnym środkowym szwie. 
I to tyle.
Prosta do wykrojenia, szybka do uszycia.



I, oczywiście filmik, 
pokazujący w skrócie jak taką spódniczkę uszyć.

czwartek, 18 sierpnia 2011

Z jednej rzeczy...

Jakieś dwa miesiące temu 
ponownie odkryłam w sobie żyłkę buszowania po sh. 
Oprócz wielu ,,zdobyczy", 
które wystarczyło tylko dobrze wyprać i uprasować, 
znalazły się i takie, 
które bez ingerencji maszyny i - oczywiście - nożyczek, 
nie nadawały się zupełnie do noszenia.
Wśród nich są między innymi dwie spódnice: ogromniaste, 
szerokie i trochę dłuższe, niż te, 
które przyzwyczajona jestem nosić.
Dlaczego je wobec tego kupiłam?
Bo materiał był ciekawy
- na pewno nie do kupienia w sklepie, 
a poza tym kosztowały jedyne 3 złote za sztukę (!).
Więc jak tu ich nie zabrać do domu???
No właśnie, nie da się.

Spódnica nr. 1.
Była dla mnie za szeroka w pasie i troszkę za długa. 
Odcięłam więc pasek.
Potem zwęziłam ją po obu bokach
- wszywając kieszenie ( oj, jakie one są wygodne).
Na koniec wszyłam szeroką gumę.


Tak wygląda z bliska wzór na materiale - z przodu ma dodatkowo naszyte cekiny.




Spódnica nr.2.
Była jeszcze większa, niż poprzednia. 


Ma ciekawy kwiatowy wzór
i także naszywane cekiny i koraliki.
 Tak jak poprzednio, tu też odcięłam pasek.
Zrobił się całkiem spory kawałek materiału oraz podszewki, którą jest batikowe płótno.





Z połowy materiału głównego uszyłam spódnicę, 
coś a la bombka. 
Od góry tez jest na gumie, 
troszkę szersza - łatwo się więc ją zakłada.
Dołem zwężana. Jest na podszewce z płótna.


Z drugiej połowy materiału uszyłam tunikę na naramkach.
Naramki są z czarnej koronki bawełnianej, 
również pod biustem jest przewiązana tą samą koronką.




Żeby wiązanie pod biustem się nie przesuwało, 
na bokach przyszyłam małe szlufki.
Uszyłam jeszcze bluzeczkę na naramkach z resztek materiału, który był podszewką, ale nie jest jeszcze wykończona. 
Tak więc z jednej rzeczy powstały trzy.
I niech mi ktoś powie, że umiejętność szycia nie jest przydatna!

Aha, 
pozdrowienia od Uszatka...
tak właśnie na niego wołamy!


I jak tu nie kochać zwierzaki!

środa, 10 sierpnia 2011

Kieszenie wpuszczane



Tym razem nie sukienka ( ufff...), ale spódniczka. 
A właściwie kieszenie do spódniczki.
Ostatnio uszyłam kilka spódniczek, kilka przerobiłam, głównie pozwężałam. 
Ale wszystkie zaopatrzyłam w kieszenie.
Są wygodne i przez to bardzo praktyczne.
Dzisiaj post o kieszeniach właśnie, 
w następnym będzie spódniczka bombka, 
którą widać na zdjęciu.
Ponieważ troszkę mało miałam materiału na kieszenie, 
więc do skrawków, jakie mi zostały, 
doszyłam podszewkę. 
Tak więc proszę się nie sugerować dziwnym wyglądem 
moich worków na kieszenie.

Swoją drogą, właśnie zauważyłam, 
że szafa mi się nie domyka... 
Jak to możliwe - nie wiem, 
przecież ja naprawdę nie mam się w co ubrać...