poniedziałek, 1 lutego 2016

Kto chce książkę o szyciu???



Dzisiaj dostałam bezpłatny egzemplarz książki Co za szycie 
Jestem w trakcie czytania - kiedy skończę, 
podzielę się opinią na blogu chociaż już wiem, 
że przyda się nie tylko kompletnym laikom szyciowym... 
Tymczasem mam dla Was trzy egzemplarze całkowicie za darmo.
Wystarczy tylko zameldować się pod tym postem 
i opisać jakąś ciekawą historię  
dotyczącą przygody z szyciem 
( na pewno takie macie, a jeśli nie - 
przyjmuję te z ,,drugiej reki" czyli zasłyszane ).
Wybiorę te najciekawsze, może najzabawniejsze, 
może najbardziej hardkorowe 
a Wydawnictwo Helion prześle w nagrodę wspomnianą wyżej książkę.
Więc kto ma ochotę???

Ogłoszenie wyników w Walentynki, a co!


21 komentarzy:

  1. Widziałam kanal na youtube autorki tej ksiązki i szczerze mówiąc nawet za darmo za książkę podziękuję :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może zmienisz zdanie, jak przeczytasz, hę?

      Usuń
    2. Mi wystarczy, że czytały kobitki które na szyciu się znają.... I to, że oglądałam filmiki tej pani. Będąc laikiem pukałam się w głowę co też ona wyprawia.

      Usuń
  2. A ja bym chętnie tą książkę przeczytała:) Histora: moja przygoda z szyciem zaczęła się w trakcie ciąży, raz, że z nudów - dwa, z chęci uszycia czegoś spersonalizowanego dla dziecka tak więc umówiłam się z mamą na szybką naukę obsługi starego Łucznika. Po kilku godzinach uszyłam sama proporczyki i asystowałam mamie przy szyciu kocyka. Etap szycia tkanin przebiegał pięknie i sprawnie więc zdecydowałam się szybko na krok dalej i zabawę z dzianinami. Efekty to kilka szyciowych wpadek albo jak kto woli bardzo oryginalnych ciuszków-patentów:
    półśpiochy ze stópkami w różne strony- jedna do przodu druga do tył:), spodenki z różną długością nogawek- jedna krótsza druga dłuższa:), spodenki bez zapasu na pieluszkę czyli "nie ma bata niemowlaka w to nie wbijesz";) kilka razy zszyłam też materiały złymi stronami lub mój roboczy wykrój okazał się nie łączyć podczas szycia- tak czy siak nie zrażają mnie te sytuacje:) Chwilowo maszyna poszła w odstawkę a ja opiekuję się moją córą i już myślę co uszyję(hm spróbuję uszyć) jak będę miała troszkę wolnego czasu! Pocieszające w tych wpadkach jest to, że jak nie na mnie , jak nie na córę - to będzie na lalki i tak do skutku będę szyła a materiał się nie zmarnuje;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Półśpiochy ze stópkami w różne strony, dobre!!!

      Usuń
    2. Czekam na maila z adresem, pozdrawiam:))

      Usuń
  3. Szycia ciagle się ucze jednak ostatnio stwierdzilam ze swietnie mieć maszyne i choć ciut umiec ja obslugiwac bo moze przydac sie w najmniej oczekiwanym momencie ☺ a teraz historyjka : z racji tego ze córa chodzi do pierwszej klasy szkoły podstwowej ma balik karnawalowy (w srode). Jest niedziela a my dalej bez stroju, nigdzie nie mozemy znaleźć czegos ciekawego, wtjatkowego a ze mloda nie cierpi ksiezniczek suknie balowe odpadaja, kocha zwiwrzeta - kotem juz była w zeszlym roku, wiec trzeba wymyślić cos nowego... Jak to ja stara matka siedze i mysle... Az mnie olsnilo może superbohaterka... A ze znalazlam stara bluzkę ze znaczkiem supermana, jakies body z gimnastyki, kiecka zawsze sie znajdzie maszyna poszła w ruch wszystko do kupy sie zszylo peleryna tez powstala. Przy okazji maska jakas sylwestrowa pod reka i cora superbohaterka od trzech dni codziennie ratuje swiat przed zlem a jej szczęście jest nie do opisania �� na balu beda same ksiezniczki, sniezki, elsy z krainy lodu i jedna superlaska ktora bedzie stala na czele walki dobra ze zlem i pilnowala by nikomu nic zlego sie nie stało �� moja cora ��

    OdpowiedzUsuń
  4. oj musiałabym fotkę dać pierwszego królika, bo opisać się tak krzywo nie da:) najwięcej radości domownikom sprawiłam powiększając wykrój śpiochów z rozmiaru 80 na 116... teraz to nazywa się baggy ale wówczas jeszcze o czymś takim nikt nie słyszał a wyglądało strasznie zabawnie. Najwięcej frajdy jednak sprawiło mi uszycie książeczki do terapii dla małego Wojtka

    OdpowiedzUsuń
  5. Szycie.
    Maszynę do szycia chciałem mieć od zawsze. Nie wiedzieć dlaczego nigdy jej nie kupiłem. Aż do ostatnich dni stycznia, kiedy to w Tesko była promocja i całkiem fajna maszyna kosztowała tyle co dziesięć butelek wódki.

    Kupiłem.

    Poszyłem już trochę i powiem, że szycie to życie! Kiedyś myślałem, że picie ale nie...
    Wprawdzie ściegi proste wychodzą mi jeszcze krzywe, a zygzakowe proste ale wszystko przede mną! :)
    Do tej pory uszyłem kilka fajnych pokrowców do przedmiotów, które aż się o to prosiły! Jest super! :D

    Szycie podoba mi się tak samo jak seks, wódka i pieniądze!

    Książka mi się przyda, bo nie kumam wielu rzeczy. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A do seksu też książki potrzebujesz???

      Usuń
  6. Szyję już od dawna, ale zawsze może cos człowieka zaskoczyć he he :) Przypominam sobie jak kiedyś zakupiłam 2,5 m tkaniny na tzw. garsonkę. Zaczęłam szycie od skrojenia spódnicy - zawsze to łatwiej. Jako, że zawsze lubiłam dłuższe, więc skroiłam dłuższą, no i miała rozszerzać się do dołu. Ale nie wzięłam pod uwagę, że materiał na takie cos jest za sztywny. A że nigdy nie należałam do osób szczupłych wyglądałam hm, jak to powiedzieć niezbyt ... No i tak zaczęłam to kroić i przerabiać, że ... w końcu z całej tkaniny wyszła mi spódnica prosta z karczkiem o długości w pól kolana. Mąż powiedział, że i tak dobrze bo na chustkę do nosa materiał raczej nie nadaje się. No i Marshall masz rację jak najbardziej - Szycie to jest życie :) Pozdrawiam wszystkich :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo jestem ciekawa tej książki, bo opinie w necie są podzielone, chciałabym wyrobić sobie własne zdanie.
    Pierwsza historia jaka przychodzi mi na myśl jest z tych hardkorowych, niezwykle ważne wspomnienie - początki mojej fascynacji szyciem. Gdy miałam 7 lat mama pozwoliła mi na pierwsze samodzielne uszycie czegoś na maszynie, z którą sukcesywnie poznawała mnie od dłuższego czasu. Pokazała z których materiałów mogę szyć i wyszła do kuchni, ja zostałam sama z maszyną, pełna sprzecznych emocji - nieśmiałej ekscytacji, tajemniczego lęku, niecierpliwej ciekawości i przejmującej tremy. Zszyłam ze sobą kilka skrawków i naglę z przerażeniem spostrzegłam jak igła przechodzi na wylot przez mój kciuk przytrzymujący materiał. Nie umiałam się oswobodzić, a nie chciałam wzywać mamy, obawiając się, że już nigdy nie pozwoli mi zasiąść do maszyny. W końcu udało mi się uwolnić kciuka, opatrzyć go i... wrócić do szycia. O przygodzie ośmieliłam się powiedzieć mamie dopiero wieczorem, poczciwy Łucznik będącym sprawcą zamieszania służy mnie i mamie do dziś, a niedawno spotkałam się z twierdzeniem, że każda szanująca się krawcowa przynajmniej raz w życiu przeszyła sobie palec :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekam na maila z adresem, Pozdrawiam:))

      Usuń
  8. Stary Łucznik stał u nas od zawsze. Zarówno mama jak i tata świetnie dobie z nim radzili : mama przerabiając i reperując stare ciuchy a tata naprawiają wciąż od nowa plątającą się i zrywającą nić z bębenka, którą mama co jakiś czas przez przypadek wkładał odwrotnie :) oczywiście standardem w stołowej maszynie napędzane siłą nóg był solidny pasek klinowy, który oczywiście uwielbiał pękać akurat w momencie gdzie mama szła długi i prosty odcinek np. poszwy pościelowe pedałując z taką zaciekłością jak by dojeżdżają do mety Tour de France albo przynajmniej Polonii... a co było najśmieszniejsze ? Fakt że orientowała się dopiero po chwili, że pedałuje, aż iskry lecą a maszyna stoi :)
    Zawsze wtedy przydała się mężowska pomocna dłoń z kombinerkami i kawałkiem mocnego drutu :)
    Sama jako dziecko uwielbiałam szyć. Kożystająć ze znanej wszystkim Bursy, uszyłam swoje pierwsze "dzwony" z prześcieradła, wyszły idealnie, ale nie nadawały się do wyjścia niestety :(
    Drugie spodnie uszyła identyczne z czarnego materiału ozdabiając całą długość nogawek i paska haftem krzyżykowy z białego kordonka, do dziś mam schowane te spodnie u mamy na strychu :) choć przy maszynie nie siedziałam już dobre 10 lat czasami żałuję, że nie mam własnej.

    OdpowiedzUsuń
  9. hahaha, moja pierwsza w życiu uszyta czapa dla córci, tak się zaangażowałam, obejrzałam kilka filmików z podpowiedziami, dodałam coś od siebie i wiadomo, przedobrzyłam ;) zszyłam w rezultacie wszystko co się dało, łącznie z otworem na główkę :) Aż głupio mi było przed samą sobą :) Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popatrz na to w ten sposób: przynajmniej nigdzie nie podwiewa...

      Usuń
    2. Czekam na maila od Ciebie z adresem, pozdrawiam:))

      Usuń
  10. Witam, Tak, tak..."Sewing time" przyszedł też dla mnie...
    Czyli moja maszyna i moja wielka pasja do szycia, która narodziła się wraz z moją córeczką Juleczką...
    I tu zaczyna się moja mała "wielka" historia z szyciem...

    Dawno, dawno temu.. czyli jeszcze 3 miesiące temu nie miałam pojęcia o istnieniu takiego cudeńka jakim jest MINKY, ale zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia, a raczej dotyku..
    i "szał" ogarnął także mnie i jeszcze tego samego dnia możecie wierzyć albo nie, kupiłam moją pierwszą maszynę do szycia a miała na imię "Victoria" i od pierwszego wejrzenia urosły moje ambicje do granic możliwości.

    Chyba w głębi duszy zawsze o tym marzyłam i budziło to we mnie wiele podziwu dla ludzi, którzy mają pokłady wielkiej cierpliwości i odkryli w sobie swój talent i potrafili ten dar w sobie rozwijać.
    Moja mama nie szyła, moja babcia nie szyła...więc od kogo zaczerpnąć trochę wiedzy, wszechobecny internet, trochę poszperałam to tu to tam. ale wiadomo że teoria w praktyce to nie to samo. ale usiadłam i jakoś poszło, moja maszyna z drugiej ręki nie miała nawet instrukcji obsługi więc wszystko na czuja, co ma być to będzie i do przodu i tak córka ma już 5 miesiecy a ja wciąż szyję, założyłam bloga żeby też innych zainspirować cudzą twórczością którą ja się zainspirowałam i tutorialami którymi się kierowałam przy kreowaniu swojego wizerunku.

    OdpowiedzUsuń
  11. Moja największa wpadka z szyciem? Nie da się o tym zapomnieć :D wpadłam na pomysł by uszyć dla syna poduszkę w kształcie gwiazdki. Zrobiłam wykroj, naszykowalam maszynę, zabrałam się do szycia i w pełnym skupieniu zszylam wszystkie boki, zadowolona patrzę na moją gwiazdkę, pełna podziwu mojej pracy. Nie zapomnę tylko miny mojej mamy gdy spytała mnie: "a gdzie wypełnienie?" No tak, gapa Patrycja, zszyla wszystko nie zostawiając otworu na wypełnienie poduszki. Od tamtej pory zawsze pamiętam o tym by zostawić otwór na kulkę silikonową 😊

    OdpowiedzUsuń
  12. Widze blog ciekawy, pozycje w google masz wysoką, tylko czemu go nie spieniężasz. Jest dobry sposób na wysoki zarobek na blogu, poszukaj sobie w google: jak zarobić na blogu drugą wypłatę

    OdpowiedzUsuń