wtorek, 30 sierpnia 2011

Spódniczka bombka

Dzisiaj obiecany wcześniej post 
dotyczący spódniczki bombki, której zdjęcia mogliście 
już wcześniej oglądać.
Nie będę się za bardzo rozpisywać. 
Jak wygląda moja ,,bombka", każdy widzi.
Materiał to bawełna z dodatkiem streczu - mój ulubiony gatunek tkaniny - dlatego spódniczka jest wygodna. 
Pas na dole nie krępuje więc ruchów. Dodatkowo ma kieszenie wpuszczane.
Wszyty zamek w tylnym środkowym szwie. 
I to tyle.
Prosta do wykrojenia, szybka do uszycia.



I, oczywiście filmik, 
pokazujący w skrócie jak taką spódniczkę uszyć.

czwartek, 18 sierpnia 2011

Z jednej rzeczy...

Jakieś dwa miesiące temu 
ponownie odkryłam w sobie żyłkę buszowania po sh. 
Oprócz wielu ,,zdobyczy", 
które wystarczyło tylko dobrze wyprać i uprasować, 
znalazły się i takie, 
które bez ingerencji maszyny i - oczywiście - nożyczek, 
nie nadawały się zupełnie do noszenia.
Wśród nich są między innymi dwie spódnice: ogromniaste, 
szerokie i trochę dłuższe, niż te, 
które przyzwyczajona jestem nosić.
Dlaczego je wobec tego kupiłam?
Bo materiał był ciekawy
- na pewno nie do kupienia w sklepie, 
a poza tym kosztowały jedyne 3 złote za sztukę (!).
Więc jak tu ich nie zabrać do domu???
No właśnie, nie da się.

Spódnica nr. 1.
Była dla mnie za szeroka w pasie i troszkę za długa. 
Odcięłam więc pasek.
Potem zwęziłam ją po obu bokach
- wszywając kieszenie ( oj, jakie one są wygodne).
Na koniec wszyłam szeroką gumę.


Tak wygląda z bliska wzór na materiale - z przodu ma dodatkowo naszyte cekiny.




Spódnica nr.2.
Była jeszcze większa, niż poprzednia. 


Ma ciekawy kwiatowy wzór
i także naszywane cekiny i koraliki.
 Tak jak poprzednio, tu też odcięłam pasek.
Zrobił się całkiem spory kawałek materiału oraz podszewki, którą jest batikowe płótno.





Z połowy materiału głównego uszyłam spódnicę, 
coś a la bombka. 
Od góry tez jest na gumie, 
troszkę szersza - łatwo się więc ją zakłada.
Dołem zwężana. Jest na podszewce z płótna.


Z drugiej połowy materiału uszyłam tunikę na naramkach.
Naramki są z czarnej koronki bawełnianej, 
również pod biustem jest przewiązana tą samą koronką.




Żeby wiązanie pod biustem się nie przesuwało, 
na bokach przyszyłam małe szlufki.
Uszyłam jeszcze bluzeczkę na naramkach z resztek materiału, który był podszewką, ale nie jest jeszcze wykończona. 
Tak więc z jednej rzeczy powstały trzy.
I niech mi ktoś powie, że umiejętność szycia nie jest przydatna!

Aha, 
pozdrowienia od Uszatka...
tak właśnie na niego wołamy!


I jak tu nie kochać zwierzaki!

środa, 10 sierpnia 2011

Kieszenie wpuszczane



Tym razem nie sukienka ( ufff...), ale spódniczka. 
A właściwie kieszenie do spódniczki.
Ostatnio uszyłam kilka spódniczek, kilka przerobiłam, głównie pozwężałam. 
Ale wszystkie zaopatrzyłam w kieszenie.
Są wygodne i przez to bardzo praktyczne.
Dzisiaj post o kieszeniach właśnie, 
w następnym będzie spódniczka bombka, 
którą widać na zdjęciu.
Ponieważ troszkę mało miałam materiału na kieszenie, 
więc do skrawków, jakie mi zostały, 
doszyłam podszewkę. 
Tak więc proszę się nie sugerować dziwnym wyglądem 
moich worków na kieszenie.

Swoją drogą, właśnie zauważyłam, 
że szafa mi się nie domyka... 
Jak to możliwe - nie wiem, 
przecież ja naprawdę nie mam się w co ubrać...



sobota, 23 lipca 2011

Brązowa sukienka z haftem i ażurem


















Przepraszam Was moi kochani, 
że tak długo musieliście czekać na kolejny post na blogu, 
dotyczący szycia.
Dzisiaj znów sukienka, a jakże.
Szkoda tylko, ze pogoda barowa i raczej sprzyjająca noszeniu kaloszy i deszczówek, niż sukienek.
Z tego też powodu zdjęcia znów są robione w domku, a nie na łonie natury, choć bardzo chciałam, 
aby tym razem było inaczej.


Materiał sam w sobie jest ciekawy, 
w połowie haftowany i do tego pas ażurowy 
wzdłuż jednego boku.
Szerokość 150cm, długość 130, cienki len z domieszką czegoś sztucznego, bo nie gniecie się za bardzo.
Z gładkiej części uszyłam górę sukienki,
wykończyłam dekolt i pachy lamówką 
z gotowej tasiemki krojonej ze skosa.
Robiłam takie wykończenie po raz pierwszy  - zauważyłam to u znajomej blogerki
ale na pewno nie po raz ostatni. 
Zdecydowanie szybciej, niż krojenie tzw. ,,podkładów" 
z materiału.
Co prawda trzeba taką lamówkę przypiętą szpilkami 
- albo przyfastrygowaną, 
jeśli ktoś nie ma wprawy w szyciu - 
szyć bardzo powoli bo maszyna się ,,ślizga", 
ale efekt jest o niebo lepszy. Nie ma tego denerwującego mnie na lewej stronie widoku. A dzięki lamówce i na prawej i na lewej stronie wygląda naprawdę estetycznie.
Materiał być dość drogi, ja zazwyczaj kupuję tańsze - w razie ,,niepowodzeń" nie mam żalu, że zmarnowałam pieniądze. Ale myślę, że wart jest tych pieniędzy, które zapłaciłam.
Fajnie się nosi taką sukienkę, nadaje się na upalne dni - wiem, bo już sprawdziłam!
Sprawdza się też w samochodzie, nie krępuje ruchów. Wytrzymałam w niej kilkugodzinny maraton po mieście w 30. stopniowym upale, buszowanie po sklepach, wsiadanie i wysiadanie ze samochodu, więc polecam z całą odpowiedzialnością taki fason.


piątek, 1 lipca 2011

Troszkę prywaty...

Minęło już kilka dni, jak wróciłam do domu z sanatorium.
Muszę się Wam przyznać, że było świetnie!
Oprócz zabiegów rehabilitacyjnych i wszystkiego co jest związane z leczeniem mieliśmy sporo wolnego czasu, 
który wykorzystaliśmy do maksimum.
Było zwiedzanie Kalisza, Gołuchowa, były wycieczki rowerowe i piesze. Jednym słowem: działo się.
I co najważniejsze, atmosfera była rewelacyjna. A wszystko to zasługa dziewczyn, z którymi mieszkałam w pokoju, czyli Danusi i Wioletki.


,,Zawodzie" w Kaliszu - osada na wzór Biskupina.






W Kaliszu akurat odbywały się Dni Kalisza, 
więc mogliśmy obejrzeć paradę Bractwa Kurkowego.



Dziedziniec Zamku w Gołuchowie



Obok Zamku jest park dendrologiczny.



W drodze do Żubrów




A to już miejsce, w którym było sanatorium.
 W takich holenderskich domkach typu ,,Brda"  - jaki widać za moimi plecami po prawej stronie, też mieszkali kuracjusze.



Najpierw trochę ruchu dla zdrowia i ...zgrabnej sylwetki



A potem kiełbaski na ognisku. Ja mam dwa kije, ale to dlatego, 
że smażyłam nie tylko dla siebie ( przynajmniej taka jest wersja oficjalna...)



Koleżanki z pokoju: Danusia i Wioletka



A to my trzy w koralach z Carrefour'a po 2 złote za komplet ( z bransoletką!), po które jechałyśmy rozklekotanymi  rowerami (!) do samego Kalisza. 
Ale było warto!



środa, 22 czerwca 2011

Sukienka z kwiatem

Jestem Wam winna wyjaśnienie, 
dlaczego tak długo nic nowego nie pojawiało się na blogu.
Otóż 6. czerwca wyjechałam do sanatorium 
na 3 tygodnie. 
Powrót przewidziany na 26. czerwca.
Wydawało mi się, że nie będzie problemu 
skorzystać z komputera z dostępem do internetu.
Teraz wiem, że istnieją jeszcze takie miejsca i takie ,,hotele", w których to jest problem.
Udało mi się wreszcie, więc nadrabiam zaległości.




Tak wyglądał materiał, 
który mnie ,,kupił" od samego początku, 
czyli od kiedy go zobaczyłam w sklepie z tkaninami.
Na zdjęciu jest złożony na pół. 
Druga strona jest gładka,jedynie na dole ma pas taki, 
jak z przodu.



Dwie godziny później był już tuniko -sukienką.







Fason prosty i łatwy.
Najpierw musiałam odciąć z obu boków po 10 cm, żeby sukienka nie była za szeroka. 
Robiłam to na prawej stronie, żeby nie odciąć wzoru.


Potem wywróciłam na lewą stronę.
Zszyłam ramiona i boki  - na zdjęciu poniżej zaznaczone na czerwono - zostawiając otwory na ręce.  



Wykończyłam dekolt i ramiona podwijając materiał dwa razy. 
Dołu nie podwijałam, tylko obrzuciłam ściegiem owerlokowym. 
Szwy boczne i na ramionach też trzeba obrzucić, 
żeby potem po praniu nie było żadnej niespodzianki...